Anegdoty




Hotel Wellington w Nowym Jorku, początki kariery. Maksymiuk jedzie windą, którą obsługuje Murzyn. Jak ma w zwyczaju, zagaduje do niego, oczywiście po angielsku. Murzyn na to nic. Tak więc Maksymiuk kontynuuje. Wreszcie zniecierpliwiony Murzyn, machając ręką, mówi: „I don’t speak french”.

Inne językowe qui pro quo zdarzyło się, gdy szef EMI pojawił się w Warszawie, żeby ewntualnie zaangażować Maksymiuka (co stało się faktem). Jako że ten dopiero uczył się angielskiego, ktoś podpowiedział po spotkaniu, że dobrze będzie zastosować zwrot „Nice to meet you”(miło było spotkać panów). Maksymiuk pożegnał Anglików: „ Nice to eat you” (miło było panów zjeść).

Po koncercie Maksymiuk odbiera w garderobie gratulacje. Jak zwykle już częściowo rozebrany, koszula mokra po energetycznym dyrygowaniu, ręcznik na ramionach jak zwykle, nagle wykrzykuje do dziennikarzy: „Chcecie sensacji? Proszę, w filharmonii buty giną, no nie ma moich butów…,” Po chwili, zastanawiając się: „ A może nie zabrałem ich z domu?” Buty wisiały pod koszulą na wieszaku. Nota bene dyrygował wtedy w butach pożyczonych od jednego z muzyków.

W Gandawie na koncert Polskiej Orkiestry Kameralnej przybyła ze świtą królowa Fabiola. Maksymiuk zniweczył całą etykietę całując królową w rękę. Po nim, niejako automatycznie, uczynili to wszyscy muzycy. Na szczęście królowa była, wbrew przewidywaniom, uszczęśliwiona.

Podczas tournée po Stanach Maksymiuka zainteresowała praca pucybuta. Ten wyjaśnił mu szczegółowo jak fachowo należy czyścić buty, a następnie, na prośbę zainteresowanego, zaopatrzył go we wszelkie przybory do czyszczenia: pasty, szczotki, łopatki do wklepywania pasty. Maksymiuk przerabiał lekcję na butach menedżera Franciszka Wybrańczyka w trakcie jazdy autobusem do hotelu. Gdy podróż dobiegła końca, jego biały golf był nieźle usmarowany. W recepcji pracownicy hotelu nie mogli oderwać od niego oczu. Maksymiuk od… butów. „Wyjaśniał, że celem nie był niezwykły błysk. „Wypucowałem buty lepiej niż to ma miejsce zazwyczaj. To powinno dotyczyć też jakości orkiestry.

Gdy do Warszawy przyjechał w 1982 roku Neville Marriner ze swoją orkiestrą, Maksymiuk dla którego Marrinner był Bogiem ( to on powiedział o Polskiej Orkiestrze Kameralnej: „Uwaga, pojawiła się taka orkiestra, że musimy na nią uważać!”) postanowił ugościć orkiestrę, ponieważ ówczesne władze nie bardzo kwapiły się do godnego przyjęcia gości z Zachodu. Przyjęcie dla kilkudziesięciu osób (dwie orkiestry) odbyło się w Bristolu. Zapłacił Maksymiuk. Przy pożegnaniu nieświadomy tego Marriner poprosił go, żeby podziękował ministrowi kultury za wspaniały bankiet.

Za pieniądze za muzykę napisaną do wielu filmów Maksymiuk, jako jeden z pierwszych w Polsce, kupił białe BMV. Wkrótce samochód wyglądał jak po wielu wypadkach. Okazało się, że Maksymiuk wpadł na pomysł jazdy między drzewami – w ten sposób uczył jeździć swojego profesora Bogusława Madeya.

Przygody z filmem

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress